Blog prowadzony przez dwóch franciszkanow: o. Adama pracującego w Niemczech i o. Dariusza pracującego
w Polsce. Znajdują się tu ich przemyślenia na temat wiary i misji.

Strona domowa http://ad.minorite.cz/

piątek, 12 grudnia 2008

Guadalupe

Królowa Meksyku i Cesarzowa Ameryk

W pierwszej połowie XVI w. Najświętsza Maryja Panna objawiła się ubogiemu Indianinowi Juanowi Diego w meksykańskim Guadalupe. Objawienie na wzgórzu Tepeyac w Meksyku było pierwszym znanym objawieniem Maryjnym. Miało ono decydujące znaczenie dla chrystianizacji obu Ameryk. Najświętsza Maryja Panna wyręczyła w pracy misjonarzy. W ciągu kilku lat chrzest przyjęło około 9 milionów ludzi.


Juan Diego urodził się w 1474 r., a więc 18 lat przed przybyciem do Ameryki Kolumba, a jego indiańskie imię brzmiało Cuauhtlatoatzin, co można przetłumaczyć: "Ten, który przemawia jak orzeł".Zajmował się splataniem mat w zamieszkanym przez plemię Nahua mieście Cuautitlan. Wraz ze swoją żoną Malitzin (Marią Łucją) należał do tych nielicznych Indian, którzy jako pierwsi przyjęli chrzest (w 1524 r.). Po śmierci Marii Łucji przeniósł się do swego wuja do Tolpetlac. Wyróżniał się prostą, szczerą wiarą, pokorą i moralnym życiem.

O świcie 9 grudnia 1531 r. Juan Diego szedł do odległego o 15 km kościoła w Tlalteloco. U stóp wzgórza Tepeyac usłyszał nagle cudne dźwięki przypominające śpiew ptaków. Nagle śpiew ucichł i ze szczytu wzgórza przywołał go głos: "Juanito, Juanie Diego".

Idąc za głosem wszedł na szczyt wzgórza. Tam jego oczom ukazała się postać kobieca niezwykłej piękności odziana w jasną szatę. Jasność otaczała również miejsce, w którym Ona stała. Mówiła do Juana w jego ojczystym języku nahuatl.

Zapytała go, dokąd idzie, a gdy odpowiedział, zwróciła się doń tymi słowami: "Wiedz i zrozum dobrze, najpokorniejszy z moich synów, że jestem Świętą Maryją, zawsze Dziewicą, Matką Prawdziwego Boga, dla którego żyjemy, Stwórcy wszystkich rzeczy, Pana nieba i ziemi. Pragnę, by szybko wzniesiono tutaj świątynię, bym mogła w niej okazywać i dawać całą moją miłość, współczucie, pomoc i obronę, ponieważ jestem litościwą Matką, dla ciebie i dla wszystkich mieszkańców tej ziemi, i dla całej reszty tych, którzy Mnie kochają, wzywają i powierzają się Mi; słuchać będę tam ich płaczów i zaradzać wszystkim ich nieszczęściom, przypadłościom i smutkom. I aby wypełnić to, czego moja łaskawość wymaga, idź do pałacu Biskupa Meksyku, a tam powiesz mu, że wyrażam swoje wielkie pragnienie, aby tu, na tej równinie, zbudowano świątynię dla Mnie; dokładnie zdasz sprawę ze wszystkiego, co zobaczyłeś i podziwiałeś, i co usłyszałeś".

Posłuszny nakazowi Juan Diego ruszył do miasta, by przekazać życzenie Maryi biskupowi. Był nim wówczas Hiszpan, franciszkanin Juan de Zumarraga. Indianin powtórzył mu wszystko co usłyszał na wzgórzu Tepeyac. Niestety hierarcha nie chciał uwierzyć prostemu, stosunkowo niedawno ochrzczonemu Indianinowi. Zrezygnowany Juan Diego powrócił na miejsce objawienia. Tam znów ujrzał Niewiastę opromienioną jasnością. Z pokorą opowiedział Jej, co się stało. Tłumaczył, że jest osobą zbyt mało znaczącą, by pośredniczyć w takiej sprawie. Lecz Matka Boża chciała, żeby to właśnie on był Jej wysłannikiem. I nakazała mu ponowne udać się do biskupa.

Nazajutrz, w niedzielę, Juan Diego znów udał się do biskupa i powtórzył mu życzenie wyrażone przez Najświętszą Maryję Pannę. Hierarcha zaczął pytać o szczegóły. Dociekał, gdzie doszło do widzenia, jak wyglądała Niewiasta, która ukazała się na wzgórzu, jak się zachowywała, co mówiła. Niestety i tym razem de Zumaraga nie uwierzył. Stwierdził, że nie może przystąpić do budowy kaplicy, o którą prosiła Maryja, dopóki nie otrzyma wyraźnego znaku.

Juan Diego tak jak poprzedniego dnia, poszedł z siedziby biskupa prosto na spotkanie z Matką Bożą, by Jej powtórzyć słowa hierarchy. Wtedy Maryja poleciła: "Powrócisz tu jutro, abyś mógł wziąć znak, o który on prosi. Wówczas uwierzy i nie będzie już wątpił ani nie będzie podejrzliwy wobec ciebie".

W poniedziałek Juan Diego nie zjawił się jednak we wskazanym przez Maryję miejscu. Czuwał cały dzień przy wuju, który nagle bardzo ciężko zachorował. Stan chorego był tak poważny, że we wtorek nad ranem poprosił on siostrzeńca o sprowadzenie księdza z posługą sakramentalną.

Juan Diego śpiesznie wyruszył do Tlatilolco. Ze względu na niedotrzymaną obietnicę Indianin obawiał się spotkania z Maryją. Chciał więc okrążyć wzgórze Tepeyac, lecz Matka Boża zatrzymała go u podnóża wzniesienia. Pobladły ze strachu i wstydu Juan Diego padł na kolana i zaczął tłumaczyć, dlaczego nie zjawił się dzień wcześniej. "Nie bój się choroby twego wuja, ani żadnej innej choroby, ani niczego, co ostre i bolesne - odpowiedziała Najświętsza Panienka. - Czyż nie jestem tu, Ja, twoja Matka? Czyż nie jesteś w moim cieniu i pod moją opieką?".

Maryja zapewniła Indianina, że jego wuj nie umrze. Poleciła mu udać się na szczyt wzniesienia i zerwać tam kwiaty. Rzeczywiście, mimo zimy i mrozu na wzgórzu rosły piękne róże. Było to tym dziwniejsze, że szczyt pagórka był skalisty i dotychczas rosły na nim jedynie ciernie i osty. Gdy Juan Diego przyniósł kwiaty na dół, Maryja ułożyła je własnym rękami w fałdzie jego białego indiańskiego płaszcza - tilmy i nakazała mu zanieść je biskupowi jako znak.

Służba biskupa nie chciała wpuścić Juana Diego. Potraktowano go jak natręta, który zakłóca spokój duchownego. Jednak uderzyła ich cudowna woń, która otaczała Indianina. Gdy dostrzegli w jego tilmie kwiaty - rzecz niezwykłą o tej porze roku - zawiadomili swego pana. Wprowadzony przed oblicze biskupa Indianin opowiedział wszystko, co mu nakazała Matka Boża. A potem uchylił tilmy i wtedy róże wysypały się na podłogę. Świadkowie tej sceny ujrzeli, jak na tkaninie, w której jeszcze przed chwilą znajdowały się kwiaty, pojawił się wizerunek przedstawiający Matkę Bożą. Przejęci ludzie upadli na kolana i, za przykładem biskupa, zaczęli się modlić. Biskup zaś prosił Matkę Bożą o przebaczenie, że okazał taką nieufność. Nazajutrz razem z Juanem Diego udał się na wzgórze Tepeyac, by ustalić miejsce budowy kaplicy.

W tym dniu Matka Najświętsza ukazał się także choremu wujowi. Juan Bernardino ujrzał przepiękną świetlistą postać, która sprawiła, że poczuł się zupełnie zdrowy. Matka Boża poleciła mu, aby dał świadectwo o swoim uzdrowieniu biskupowi i by przekazał mu Jej imię, które ma być używane w odniesieniu do cudownego wizerunku na Tilmie: "Zawsze Dziewica, Święta Maryja z Guadalupe".

Pod wpływem objawień Pani z Guadalupe, wśród Indian rozpoczęła się wielka fala nawróceń, które dokonywały się spontanicznie. Według świadectwa jednego z ówczesnych franciszkanów, do 1541 r. wiarę przyjęło 9 milionów Indian. Masowy charakter chrystianizacji jest trudny do wytłumaczenia z naukowego punktu widzenia.

Jeszcze większą zagadką dla naukowców pozostaje cudowny wizerunek Maryi odbity na płaszczu Juana Diego, który przetrwał do naszych czasów. Wisi do dziś w sanktuarium wybudowanym w miejscu objawień. Znany jest jako obraz Matki Bożej z Guadalupe. W miarę stosowania przy badaniach wizerunku coraz nowocześniejszej aparatury mnożą się pytania, na które naukowcy nie potrafią znaleźć odpowiedzi.

Płaszcz, na którym odbity jest wizerunek Dziewicy, wykonany został z włókien agawy. To materiał bardzo nietrwały i rozpada się całkowicie po kilkudziesięciu latach. Tymczasem płaszcz z cudownym obrazem ma już prawie 500 lat. Jest to jedyna na świecie tego typu tilma, jaka się zachowała.

Obraz przez długi czas udostępniany był wiernym bez ograniczeń. Nieustannie dotykały go tysiące rąk, pocierano o niego różne przedmioty; był też narażony na dym z kadzideł i palących się świec. Powinien więc sczernieć i ulec zabrudzeniu, a tymczasem kolory na nim pozostają żywe i świeże, zaś całość sprawia wrażenie, jakby wizerunek został namalowany niedawno. Stwierdzono, że podłoże, na którym znajduje się wizerunek Maryi, z niewyjaśnionych powodów odpycha kurz i wszelkie mikroorganizmy.

Przeszło 200 lat temu pewien człowiek, któremu polecono wyczyścić ramę obrazu, niechcący wylał na malowidło kwas azotowy. Przerażenie ustąpiło zdumieniu, gdy okazało się, że kwas nie wyrządził wizerunkowi Maryi żadnej szkody. Powstała tylko plama, która po pewnym czasie sama znikła.

Na tkaninie nie znaleziono żadnych farb, żadnych barwników, ani pozostałości szkicu, który zwykle nanosi się przed rozpoczęciem malowania. Włókna po prostu są kolorowe, a to, co nadało im kolor, nie jest żadnym barwnikiem naturalnym. W dodatku barwy obrazu zmieniają się, zależnie od kąta patrzenia i odległości. Efektu tego nie da się osiągnąć żadną znaną techniką malarską.

Astronomowie stwierdzili, że gwiazdy widniejące na płaszczu Matki Bożej z Guadalupe są ułożone tak, jak wyglądało niebo nad miastem Meksyk w okresie objawień. Z jedną bardzo istotną różnicą: przedstawiono je z pozycji obserwatora patrzącego nie z naszej planety, ale "z zewnątrz". Tak, jak nigdy nie będzie mógł spojrzeć na sferę niebieską żaden człowiek!

Jeśli przyjrzeć się bardzo uważnie wizerunkowi NMP na tilmie Juana Diego, można dostrzec, że Maryja jest brzemienna (wskazuje na to wysoko zawiązana szarfa; ponadto w kulturze Indian brzemienne niewiasty przepasywały się czarną wstęgą). To szczególna zapowiedź, że Chrystus ma się narodzić pośród ludzi Nowego Świata. Trudno też nie dostrzec innego przesłania - przesłania przypominającego o świętości życia poczętego. Brzemienna Maryja z Guadalupe jest wyraźnym znakiem odczytywanym przez obrońców życia dzieci nienarodzonych na całym świecie.

Wśród wielu zagadek obrazu Matki Bożej z Guadalupe jedna wyjątkowo poruszyła badaczy. W 1929 r. pewien fotograf na znacznie powiększonych zdjęciach wizerunku odkrył w źrenicach Maryi odbicie twarzy brodatego mężczyzny. Dokładniejsze badania, wykonane w latach pięćdziesiątych, doprowadziły do ustalenia, że oblicze utrwalone w oku Niepokalanej Dziewicy bardzo przypomina twarz Juana Diego z najstarszych zachowanych portretów. Później dostrzeżono, że w źrenicy można rozpoznać jeszcze dwie inne osoby: biskupa i hiszpańskiego tłumacza. Wszystko wskazuje na to, że jest to utrwalona scena prezentacji tilmy z cudownym wizerunkiem przed biskupem Meksyku, Juanem de Zumarragą.

Badacze obrazu zwrócili także uwagę na fakt, że strój Maryi nie jest odzieniem typowym dla kobiet zamieszkujących Meksyk w czasach objawień. Ubiór przypomina raczej szaty noszone na Bliskim Wschodzie w czasach Chrystusa. Wizerunek przedstawia więc Maryję w stroju podobnym do tego, jaki nosiła Ona w Nazarecie. Wiele do myślenia daje fakt, że oblicze Najświętszej Panny nie jest białe jak twarze hiszpańskich kolonizatorów ani też ciemne jak oblicza azteckie. Maryja z cudownego wizerunku jest Metyską. Tym samym daje Ona świadectwo swej opieki nad wszystkimi ludźmi - niezależnie od rasy i koloru skóry.

Warte wspomnienia jest również cudowne ocalenie obrazu podczas zamachu bombowego w 1921 r. czyli w okresie prześladowania Kościoła katolickiego w Meksyku. Pewien komunista umieścił pod bezcennym obrazem Pani z Guadalupe kwiaty w wazonie i natychmiast pospiesznie opuścił świątynię. W wazonie ukryta była bomba zegarowa. Eksplozja została zaplanowana na czas, kiedy w sanktuarium miała odbywać się Msza św. Siła wybuchu zniszczyła wnętrze bazyliki, lecz sam obraz, znajdujący się najbliżej ładunku, pozostał nietknięty. Osłonił go metalowy krucyfiks, który przejął na siebie falę uderzenia. Cudem był także fakt, że bomba nie zabiła nikogo pośród wiernych modlących się w tym czasie w świątyni.

Mając na uwadze ogromne znaczenie objawień oraz wielką cześć, jaką duchowieństwo i wierni z całego świata otaczają Panią z Guadalupe, Kościół wprowadził do ogólnego kalendarza rzymskiego wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe, które obchodzone jest 12 grudnia. Zgodnie z decyzją Ojca Świętego Piusa XII Najświętsza Panna z Guadalupe czczona jest jako Królowa Meksyku i Cesarzowa Ameryk.

Juan Diego po objawieniach wyrzekł się wszelkich dóbr materialnych. Przekazał swoje gospodarstwo oraz dobytek wujowi i rozpoczął życie w całkowitym ubóstwie. Biskup Meksyku ustanowił go opiekunem kaplicy, która zgodnie z życzeniem Maryi powstała u stóp wzgórza Tepeyac i w której przechowywano Tilmę. Na mocy specjalnego zezwolenia Indianin mógł przyjmować Chrystusa w Komunii św. trzy razy w tygodniu (w tamtych czasach władze duchowne tylko w wyjątkowych wypadkach zezwalały na częste przystępowanie do Stołu Pańskiego).

Do sanktuarium Pani z Guadalupe każdego dnia przybywały tłumy pielgrzymów. Najświętsza Matka - zgodnie ze swą obietnicą - pocieszała tu strapionych, przywracała im radość życia oraz zdrowie duszy i ciała. Juan Diego opowiadał Indianom w ich ojczystym języku historię objawień oraz wyjaśniał im prawdy wiary chrześcijańskiej. Resztę swego czasu Indianin -pustelnik poświęcał na modlitwę, pokutę i kontemplację. Zmarł w opinii świętości w 1548 r., w wieku 74 lat. Został pochowany prawdopodobnie w swojej pustelni obok pierwszej kaplicy na wzgórzu Tepeyac.

3 komentarze:

fr. Adam Wolny pisze...

woow, Felixik zyje, pozdrawiamy :)

Sosunia :-) pisze...

No, zatkało mnie!
Maryjo, módl się za nami!

Kuba pisze...

Dzięki za tę historię.

Peace