W dniach odpoczynku zachęcam do adoracji Jezusa - mówił Benedykt XVI zwracając się do pielgrzymów z Polski uczestniczących w południowej modlitwie „Anioł Pański”. Papież spotkał się z wiernymi w swojej letniej rezydencji w Castel Gandolfo.
„Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata”
W rozważaniu poprzedzającym modlitwę południową papież podkreślił, że „jak Maryja wszyscy jesteśmy wezwani do powiedzenia 'tak' Bogu”. - To, co uczyniła Maryja, dotyczy każdego mężczyzny i każdej kobiety, to znaczy, że wszyscy mamy powiedzieć „tak” Bogu, by stać się członkiem tego ciała, którego Jezus jest głową i – dzięki Eucharystii – zwyciężyć śmierć. Wśród ponad 4 tys. wiernych i pielgrzymów przybyłych z Włoch i zagranicy byli Polacy, których papież pozdrowił po odmówieniu modlitwy i udzieleniu zgromadzonym błogosławieństwa apostolskiego.
Serdecznie pozdrawiam Polaków. W Ewangelii dzisiaj Chrystus mówi „Kto spożywa Moje ciało i krew Moją pije trwa we Mnie a Ja w nim”. Eucharystia jest sakramentem obecności Chrystusa, który z miłości daje nam siebie, jest pokarmem w naszej ziemskiej pielgrzymce ku niebu. Zachęcam was szczególnie w tych dniach odpoczynku, abyście adorowali Chrystusa obecnego w kościołach napotkanych na waszych wakacyjnych szlakach. Z serca wam błogosławię. Dziękuję.
Oto polski tekst rozważań Ojca Świętego:
Drodzy bracia i siostry!
Wczoraj obchodziliśmy wielkie święto Wniebowzięcia Maryi a dziś czytamy w Ewangelii te oto słowa Jezusa: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba” (J 6,51). Nie nie można nie zostać poruszonym przez tę zbieżność, jaka krąży wokół symbolu „nieba”: Maryja została «wniebowzięta» w miejscu, w którym Jej Syn «zstąpił». Oczywiście język ten, jako biblijny, wyraża w przenośni coś, co nigdy nie wejdzie w pełni do świata naszych pojęć i naszych obrazów. Zatrzymajmy się jednak na chwilę refleksji! Jezus przedstawia się jako „chleb żywy”, to znaczy pokarm, zawierające w sobie samo życie Boga i jest w stanie przekazać je temu, kto żywi się Nim. Jezus mówi: „Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata” (J 6,51). A zatem od kogo Syn Boży wziął to swoje „ciało”, swe konkretne i ziemskie człowieczeństwo? Wziął je od Maryi Panny. Bóg wziął od Niej ciało ludzkie, aby wejść w naszą śmiertelną kondycję. Z kolei pod koniec ziemskiego istnienia ciało Dziewicy zostało wzięte do nieba jako część Boga przez co weszło w kondycję niebieską. Jest to rodzaj wymiany, w której Bóg wykazuje zawsze pełną inicjatywę, ale – jak widzieliśmy przy innych okazjach – w pewnym stopniu potrzebuje również Maryi, „tak ze strony stworzenia, jego ciała, jego konkretnego istnienia, aby przygotować materię swego poświęcenia: ciała i krwi, w celu ofiarowania na Krzyżu jako narzędzie życia wiecznego, a w sakramencie Eucharystii, jako pokarm i napój duchowy!
Drodzy bracia i siostry, to, co dokonało się w Maryi, dotyczy w różnym stopniu, ale rzeczywiście, także każdego mężczyzny i każdej kobiety, gdyż każdego z nas Bóg prosi, by Go przyjął, oddać Mu do nasze serce i nasze ciało, nasze całe istnienie, nasze ciało – mówi Biblia – aby mógł On zamieszkać na świecie. Wzywa nas do zjednoczenia się z Nim w sakramencie Eucharystii, w Chlebie łamanym za życie świata, aby tworzyć wspólnie Kościół, Jego historyczne Ciało. I jeśli powiemy „tak”, jak Maryja, nawet na samą miarę tego naszego „tak”, również dla nas i w nas dokonuje się ta tajemnicza wymiana: wstępujemy w boskość Tego, kto wstąpił w nasze człowieczeństwo. Eucharystia jest środkiem, narzędziem tego wzajemnego przekształcania się, którego celem Bóg jest zawsze celem i główną postacią: to On jest Głową a my członkami, On jest Winoroślą a my gałązkami. Ten, kto spożywa ten Chleb i żyje w łączności z Jezusem, dając się przemieniać przez Niego i w Nim, jest zbawiony od śmierci wiecznej: oczywiście umiera jak wszyscy, uczestnicząc również w tajemnicy śmierci i krzyża Chrystusa, ale nie jest już niewolnikiem śmierci i zmartwychwstanie w dniu ostatecznym, aby cieszyć się wiecznym świętem z Maryją i ze wszystkimi świętymi.
Tajemnica ta, to święto Boga rozpoczyna się już tu, na dole: jest to tajemnica wiary, nadziei i miłości, sprawowane w życiu i w liturgii, zwłaszcza eucharystycznej i wyraża się w braterskiej wspólnocie i w służbie bliźniemu. Prośmy Najświętszą Maryję Pannę, aby pomogła nam żywić się zawsze wiarą w Chleb życia wiecznego, aby doświadczyć już tu, na ziemi, radości Nieba.
Strony
Blog prowadzony przez dwóch franciszkanow: o. Adama pracującego w Niemczech i o. Dariusza pracującego
w Polsce. Znajdują się tu ich przemyślenia na temat wiary i misji.
niedziela, 16 sierpnia 2009
czwartek, 13 sierpnia 2009
Nowy, wspaniały świat?
Nowy, wspaniały świat?
Joanna Kociszewska
Rzeczywisty rozwój wymaga myślenia o technice w perspektywie człowieka jako osoby, we wszystkich sferach jego życia.
Innymi słowy: najważniejsze dla rozwoju jest nie pytanie, czy coś jest możliwe do wykonania przy obecnych możliwościach technologicznych, ale po co mielibyśmy to wykonywać i jakie dobro lub zło wniesie to w życie nasze i innych ludzi.
Postawienie techniki w centrum – najjaskrawiej widoczne w sferze bioetyki – dotyczy jednak wszystkich dziedzin życia. Skupienie na technicznych rozwiązaniach w planowaniu rozwoju prowadzi do pomylenia celów ze środkami. Dla przedsiębiorcy najważniejszym kryterium staje się maksymalizacja zysku, dla polityka władza, dla naukowca osiągnięcia badawcze. Powstaje sieć relacji, które jednak nie zmieniają sytuacji narodów. Podobnie dzieje się, jeśli problemem jest zapewnienie pokoju. Z pewnością potrzebne są w tej sytuacji i działania polityków i inicjatywy gospodarcze, niemniej to nie wystarczy. Trzeba jeszcze dostrzec ludzi, będących podmiotem działań, i ich oczekiwań.
Pokoju czy rozwoju krajów ubogich nie zapewnią same siły rynku czy polityka międzynarodowa, potrzeba ludzi - fachowców, którzy „w swoim sumieniu przeżywają głęboko wezwanie dobra wspólnego” – konkluduje papież.
"Zadziwia arbitralna selektywność wobec tego, co dzisiaj zostaje proponowane jako godne szacunku" – komentuje papież - "Wielu gotowych do gorszenia się z rzeczy marginalnych wydaje się tolerować niesłychane niesprawiedliwości." „Podczas, gdy ubodzy pukają jeszcze do drzwi bogaczy, bogaty świat wydaje się nie słuchać więcej tych uderzeń do drzwi z powodu sumienia niezdolnego już do rozpoznania tego, co ludzkie” – dodaje.
Absolutyzm techniki znajduje także wyraz w spojrzeniu na samego człowieka. Na problemy i napięcia związane z życiem wewnętrznym patrzy się dzisiaj często jedynie z punktu widzenia psychologicznego czy wręcz neurologicznego (redukcjonizm neurologiczny), gubiąc przy tym sferę duchową. Za ja człowieka uznaje się jego psychikę, a zdrowie duchowe oznacza często dobre samopoczucie emocjonalne. Tymczasem „człowiek rozwija się, gdy wzrasta w duchu, […], gdy prowadzi dialog z samym sobą oraz ze swym Stwórcą. Pozostając z dala od Boga człowiek jest niespokojny i chory”. Skutek? Wyobcowanie społeczne i psychologiczne, liczne nerwice, zniewolenie przez narkotyki i rozpacz. Pojawia się poczucie opuszczenia, które przynosi cierpienie, mimo podejmowanych najróżniejszych terapii.
W końcu: dominacja spojrzenia technicznego „zmierza do wytworzenia niezdolności dostrzegania tego, czego nie można wyjaśnić zwykłą materią” A przecież każdy człowiek doświadcza, że jego życie ma także wymiar niematerialny i duchowy.
„Bez Boga człowiek nie wie, dokąd zmierza i nie potrafi nawet zrozumieć tego, kim jest.” – podsumowuje encyklikę Ojciec Święty – „Humanizm wykluczający Boga jest humanizmem nieludzkim.” To świadomość przynależności do rodziny Boga – osobiście i we wspólnocie – daje zdolność działania na rzecz integralnego rozwoju całej ludzkości. To posłuszeństwo Bogu otwiera na ludzi i ich potrzeby, a zamknięcie na Niego prowadzi do zapomnienia także o drugim człowieku.
Problemów jest wiele. Czy to na nasze siły? Kończąc dokument papież przypomina słowa Jezusa: „beze Mnie nic nie możecie uczynić” i konkluduje: „Rozwój potrzebuje chrześcijan z ramionami wzniesionymi do Boga w postawie modlitwy, chrześcijan kierujących się świadomością, że miłość pełna prawdy, caritas in veritate, z której wywodzi się autentyczny rozwój, nie jest naszym wytworem, ale zostaje nam przekazana w darze.”
To podstawowe tematy poruszone w encyklice Caritas in veritate. Do omówienia pozostało kilka kwestii szczegółowych, dotykających zagadnienia globalizacji (ochrona środowiska, turystyka i migracje, rola związków zawodowych w świecie globalnym, media, etc.) które postaram się poruszyć w kolejnym tekście.
Joanna Kociszewska
Zrodlo: wiara.pl
Joanna Kociszewska
Rzeczywisty rozwój wymaga myślenia o technice w perspektywie człowieka jako osoby, we wszystkich sferach jego życia.
Innymi słowy: najważniejsze dla rozwoju jest nie pytanie, czy coś jest możliwe do wykonania przy obecnych możliwościach technologicznych, ale po co mielibyśmy to wykonywać i jakie dobro lub zło wniesie to w życie nasze i innych ludzi.
Postawienie techniki w centrum – najjaskrawiej widoczne w sferze bioetyki – dotyczy jednak wszystkich dziedzin życia. Skupienie na technicznych rozwiązaniach w planowaniu rozwoju prowadzi do pomylenia celów ze środkami. Dla przedsiębiorcy najważniejszym kryterium staje się maksymalizacja zysku, dla polityka władza, dla naukowca osiągnięcia badawcze. Powstaje sieć relacji, które jednak nie zmieniają sytuacji narodów. Podobnie dzieje się, jeśli problemem jest zapewnienie pokoju. Z pewnością potrzebne są w tej sytuacji i działania polityków i inicjatywy gospodarcze, niemniej to nie wystarczy. Trzeba jeszcze dostrzec ludzi, będących podmiotem działań, i ich oczekiwań.
Pokoju czy rozwoju krajów ubogich nie zapewnią same siły rynku czy polityka międzynarodowa, potrzeba ludzi - fachowców, którzy „w swoim sumieniu przeżywają głęboko wezwanie dobra wspólnego” – konkluduje papież.
"Zadziwia arbitralna selektywność wobec tego, co dzisiaj zostaje proponowane jako godne szacunku" – komentuje papież - "Wielu gotowych do gorszenia się z rzeczy marginalnych wydaje się tolerować niesłychane niesprawiedliwości." „Podczas, gdy ubodzy pukają jeszcze do drzwi bogaczy, bogaty świat wydaje się nie słuchać więcej tych uderzeń do drzwi z powodu sumienia niezdolnego już do rozpoznania tego, co ludzkie” – dodaje.
Absolutyzm techniki znajduje także wyraz w spojrzeniu na samego człowieka. Na problemy i napięcia związane z życiem wewnętrznym patrzy się dzisiaj często jedynie z punktu widzenia psychologicznego czy wręcz neurologicznego (redukcjonizm neurologiczny), gubiąc przy tym sferę duchową. Za ja człowieka uznaje się jego psychikę, a zdrowie duchowe oznacza często dobre samopoczucie emocjonalne. Tymczasem „człowiek rozwija się, gdy wzrasta w duchu, […], gdy prowadzi dialog z samym sobą oraz ze swym Stwórcą. Pozostając z dala od Boga człowiek jest niespokojny i chory”. Skutek? Wyobcowanie społeczne i psychologiczne, liczne nerwice, zniewolenie przez narkotyki i rozpacz. Pojawia się poczucie opuszczenia, które przynosi cierpienie, mimo podejmowanych najróżniejszych terapii.
W końcu: dominacja spojrzenia technicznego „zmierza do wytworzenia niezdolności dostrzegania tego, czego nie można wyjaśnić zwykłą materią” A przecież każdy człowiek doświadcza, że jego życie ma także wymiar niematerialny i duchowy.
„Bez Boga człowiek nie wie, dokąd zmierza i nie potrafi nawet zrozumieć tego, kim jest.” – podsumowuje encyklikę Ojciec Święty – „Humanizm wykluczający Boga jest humanizmem nieludzkim.” To świadomość przynależności do rodziny Boga – osobiście i we wspólnocie – daje zdolność działania na rzecz integralnego rozwoju całej ludzkości. To posłuszeństwo Bogu otwiera na ludzi i ich potrzeby, a zamknięcie na Niego prowadzi do zapomnienia także o drugim człowieku.
Problemów jest wiele. Czy to na nasze siły? Kończąc dokument papież przypomina słowa Jezusa: „beze Mnie nic nie możecie uczynić” i konkluduje: „Rozwój potrzebuje chrześcijan z ramionami wzniesionymi do Boga w postawie modlitwy, chrześcijan kierujących się świadomością, że miłość pełna prawdy, caritas in veritate, z której wywodzi się autentyczny rozwój, nie jest naszym wytworem, ale zostaje nam przekazana w darze.”
To podstawowe tematy poruszone w encyklice Caritas in veritate. Do omówienia pozostało kilka kwestii szczegółowych, dotykających zagadnienia globalizacji (ochrona środowiska, turystyka i migracje, rola związków zawodowych w świecie globalnym, media, etc.) które postaram się poruszyć w kolejnym tekście.
Joanna Kociszewska
Zrodlo: wiara.pl
piątek, 7 sierpnia 2009
Ojciec Pio jest przerażony!
Do gorącej modlitwy za kapłanów wzywali najpopularniejsi święci XXI wieku: Mała Tereska, o. Pio i Faustyna. O. Pio znał wartość kapłanów. Wiedział, jakie cuda Bóg czyni przez ich słabe ręce
Zapytany o to, dlaczego tak gorliwie modli się za księży, opowiadał o wizji, jakiej doświadczył. – Byłem jeszcze w łóżku, kiedy Jezus ukazał mi się – wspominał. – Był w opłakanym stanie i całkowicie oszpecony. Pokazał mi bardzo wielu księży, wśród których byli różni dostojnicy kościelni, z których jeden odprawiał Mszę św., inny przygotowywał się do niej, jeszcze inny zdejmował święte szaty. Widok zmartwionego Jezusa był dla mnie bardzo bolesny, dlatego spytałem Go, dlaczego cierpi tak bardzo.
Nie było odpowiedzi, jednak swoje spojrzenie skierował na tych księży. Krótko potem, jak gdyby przerażony i zmęczony spoglądaniem na nich, odwrócił wzrok. Następnie skierował go na mnie i ku mojemu wielkiemu przerażeniu dostrzegłem dwie łzy spływające po Jego policzkach. Odsunął się od tej rzeszy księży z wyrazem wielkiej przykrości na twarzy i zawołał: „Rzeźnicy”.
Zwróciwszy się do mnie, powiedział: „Mój synu, nie sądź, że moja agonia trwała trzy godziny, o nie, z powodu dusz, które otrzymały najwięcej darów ode mnie, będę w agonii aż do końca świata. W czasie mojej agonii, mój synu, nie trzeba spać. Moja dusza szuka jakiejś kropli ludzkiego współczucia, lecz niestety, pozostawiają mnie samego pod ciężarem obojętności. Niewdzięczność i ospałość moich sług sprawia, że moja agonia jest bardziej przykra”. Nic dziwnego, że jednym z najważniejszych charyzmatów coraz popularniejszych grup modlitewnych ojca Pio jest modlitwa za kapłanów.
Do gorącej modlitwy za kapłanów wzywali najpopularniejsi święci XXI wieku: Mała Tereska, o. Pio i Faustyna. O. Pio znał wartość kapłanów. Wiedział, jakie cuda Bóg czyni przez ich słabe ręce
Zapytany o to, dlaczego tak gorliwie modli się za księży, opowiadał o wizji, jakiej doświadczył. – Byłem jeszcze w łóżku, kiedy Jezus ukazał mi się – wspominał. – Był w opłakanym stanie i całkowicie oszpecony. Pokazał mi bardzo wielu księży, wśród których byli różni dostojnicy kościelni, z których jeden odprawiał Mszę św., inny przygotowywał się do niej, jeszcze inny zdejmował święte szaty. Widok zmartwionego Jezusa był dla mnie bardzo bolesny, dlatego spytałem Go, dlaczego cierpi tak bardzo.
Nie było odpowiedzi, jednak swoje spojrzenie skierował na tych księży. Krótko potem, jak gdyby przerażony i zmęczony spoglądaniem na nich, odwrócił wzrok. Następnie skierował go na mnie i ku mojemu wielkiemu przerażeniu dostrzegłem dwie łzy spływające po Jego policzkach. Odsunął się od tej rzeszy księży z wyrazem wielkiej przykrości na twarzy i zawołał: „Rzeźnicy”.
Zwróciwszy się do mnie, powiedział: „Mój synu, nie sądź, że moja agonia trwała trzy godziny, o nie, z powodu dusz, które otrzymały najwięcej darów ode mnie, będę w agonii aż do końca świata. W czasie mojej agonii, mój synu, nie trzeba spać. Moja dusza szuka jakiejś kropli ludzkiego współczucia, lecz niestety, pozostawiają mnie samego pod ciężarem obojętności. Niewdzięczność i ospałość moich sług sprawia, że moja agonia jest bardziej przykra”. Nic dziwnego, że jednym z najważniejszych charyzmatów coraz popularniejszych grup modlitewnych ojca Pio jest modlitwa za kapłanów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)